
Wielka Brytania boi się prawdy polskiego patrioty.
Mentzena zatrzymali, bo mógł powiedzieć to, czego oni nie chcą usłyszeć.
Sławomir Mentzen, polski poseł Konfederacji, przyleciał wczoraj z żoną i dziećmi na prywatny weekend do Londynu. Zamiast powitania – trzy godziny zatrzymania na lotnisku. Żadnych zarzutów. Żadnych wyjaśnień. Tylko urzędnicy, którzy sami nie wiedzieli, o co chodzi. Jakaś tajemnicza „organizacja” oznaczyła go jako zagrożenie. Pytali, czy będzie przemawiał. Nie wierzyli, że przyjechał po prostu spędzić czas z rodziną. W tym samym czasie obok niego siedzieli przybysze z Bliskiego Wschodu – po krótkiej rozmowie o Iranie i Afganistanie szli dalej. Europejczyk z Polski był jedynym, którego trzymano tak długo.
To nie jest błąd systemu. To system działa dokładnie tak, jak został zaprojektowany. Wielka Brytania, która kiedyś rządziła światem, dziś jest kolonizowana przez masy z Indii, Pakistanu i Bliskiego Wschodu – i nie widzi w tym problemu. Problemem stał się polski polityk, który od lat domaga się niskich podatków, likwidacji Zielonego Ładu, zatrzymania niekontrolowanej imigracji i obrony polskiej suwerenności.
Psychologia tego zatrzymania jest prosta i obrzydliwa jednocześnie. Londyn nie boi się radykalnych islamistów wzywających do zrzucania gejów z wież czy palenia kobiet kwasem. Nie boi się rabinów, którzy publicznie usprawiedliwiają ludobójstwo w Gazie. Nie boi się nielegalnych imigrantów płynących pontonami przez Kanał La Manche – ci dostają dokumenty, zasiłki i ochronę. Boją się jednego: człowieka, który mówi głośno, że masowa imigracja niszczy cywilizację, że rodzina i naród są świętością, a państwo ma chronić swoich obywateli, a nie zastępować ich obcymi.
To jest klasyczna prewencyjna cenzura totalitarna. Nie karzą za to, co zrobiłeś. Karzą za to, co mógłbyś zrobić. Za poglądy. Za język. Za polskość, która nie zgina karku przed poprawnością polityczną. Rafał Ziemkiewicz i Janusz Korwin-Mikke mieli podobne problemy lata temu. Dziś kolej na Mentzena. Jutro może być każdy, kto w Polsce mówi, że granica jest święta, a Polak ma prawo do swojej ojczyzny.
Konserwatywna prawda jest brutalna i nie da się jej uciszyć: Zachód popełnia samobójstwo. Otwiera drzwi tym, którzy go nienawidzą, a zamyka je przed tymi, którzy chcą go ratować. Wielka Brytania przestała być państwem brytyjskim. Stała się obozem przejściowym dla nowej ludności, która nie chce się asymilować, tylko przejąć. A elity, zamiast bronić własnego narodu, tropią „ekstremistów” wśród własnych obywateli i przyjezdnych Europejczyków, którzy jeszcze pamiętają, czym jest tożsamość.
Dla Polski to jasny sygnał alarmowy. Nie idźmy tą drogą. Nie przyjmujmy lekcji z upadającego imperium. Polska musi być suwerenna: twarde granice, zero nielegalnej imigracji, ochrona polskiej rodziny, polskiej kultury i polskiej gospodarki. Niskie podatki zamiast Zielonego Ładu. Prawda zamiast cenzury. Patriotyzm zamiast wstydu za własną historię.
Mentzen nie pojechał na wiec. Pojechał z dziećmi na weekend. I właśnie za to został ukarany. Bo w dzisiejszej Wielkiej Brytanii największym zagrożeniem nie jest dżihadysta z nożem – największym zagrożeniem jest Polak, który jeszcze wierzy w wolność słowa i w naród.
Czas, żebyśmy w Polsce wyciągnęli wnioski. Zanim będzie za późno.
Bo jeśli oni boją się Mentzena – to znaczy, że ma rację.
Źródło: Sławomir Mentzen


